Aleksandra Król-Walas bez medalu. Po biegu powiedziała ważne słowa


Aleksandra Król-Walas marzyła o olimpijskim medalu. I mogła go zdobyć w snowboardowym slalomie równoległym. Z piątym czasem awansowała do rundy finałowej w Livigno. Niestety, odpadła w ćwierćfinale. Po występie rozmawiała z polskimi dziennikarzami, w tym z wysłannikiem "Faktu".

639061440294227386.jpg

639061440294227386.jpg Foto: Kirill Kudryavtsev / Deprecated_AFP

W tym sezonie Król-Walas prezentowała wysoką formę i kilkakrotnie stawała na podium Pucharu Świata. Do Włoch przyleciała na czwarte igrzyska. Najlepszym miejscem do tej pory było ósme, cztery lata temu. Teraz poprawiła się o jedną lokatę.


Król-Walas: prowadziłam prawie cały czas w ćwierćfinale

Po przegranej w ćwierćfinale nasza snowboardzistka porozmawiała z polskimi dziennikarzami. Była niepocieszona.

— Uważam, że stać było mnie na więcej, ale taki jest sport. Ktoś musi wygrać i ktoś musi przegrać. Szkoda, bo prowadziłam prawie cały czas w ćwierćfinale i jeden błąd kosztował mnie tak wiele. Był przed samą metą i zdecydował, że to nie ja zdobyłam być może brązowy medal, bo właśnie ta Włoszka zdobyła później brąz — powiedziała nam Ola.

 

Król-Walas: wyprostowałam się i wytraciłam prędkość

Co się tam stało. Na czym polegał ten błąd? Dociekaliśmy.

— Gdy już poczułam jej oddech na plecach, a wiedziałam, że trasa czerwona jest na dole troszkę szybsza, chciałam pojechać jak najbliżej tyczki. Tam był stożek śnieżny, w który uderzyłam. Przez to się wyprostowałam, a to było na płaskim i wytraciłam prędkość. Wiedziałam, że już nic z tego nie będzie — dodała smutno.

Nasza zawodniczka próbowała się uśmiechać, ale było widać, że bardzo liczyła na medal i jest rozczarowana.

— To są szalenie trudne chwile dla sportowca, Bo jest z jednej strony świadomość, że się było tak blisko, a z drugiej trzeba sobie dać radę z takim dużym rozczarowaniem. Pewnie będę kilka dni zła. Muszę odpocząć. Jeszcze zostały zawody Pucharu Świata, który trzeba dokończyć w tym sezonie. Całe szczęście, że jestem tutaj z rodziną, bo mam wielkie wsparcie. Mąż i córeczka bardzo mocno mnie wspierali. Przyszli tutaj, kibicowali i pocieszali, że nic się nie stało. Dla nich i tak jestem wielka — zakończyła z lekkim uśmiechem.

1/5


Gonzalo Fuentes / Reuters

Aleksandra Król-Walas na trasie w Livigno

2/5


Gonzalo Fuentes / Reuters

Aleksandra Król-Walas na trasie w Livigno

3/5


Kirill Kudryavtsev / Deprecated_AFP

Aleksandra Król-Walas na trasie w Livigno

4/5


Tomasz Markowski / newspix.pl

Aleksandra Król-Walas na trasie w Livigno

5/5


Nils Koepke / Deprecated_Imago

Aleksandra Król-Walas

WSZYSTKIE WIADOMOSCI